Od lat obserwuję, jak wiele emocji i nieporozumień budzi temat bioenergoterapii, zwłaszcza w kontekście religii – a szczególnie katolicyzmu. Jako osoba zajmująca się tym profesjonalnie, rozumiem obawy niektórych, którzy pytają, czy korzystanie z terapii naturalnych jest zgodne z wiarą. Warto te wątpliwości rozwiać – spokojnie, rzetelnie i bez uprzedzeń.
Skąd biorą się obawy?
Główne źródło nieporozumień to niewiedza – i to po obu stronach. Zarówno wśród wierzących, jak i samych terapeutów. Bioenergoterapia, czyli praca z subtelnymi energiami człowieka w celu wsparcia jego zdrowia, bywa błędnie interpretowana jako coś „magicznego”, „nadprzyrodzonego”, a czasem wręcz „diabelskiego”. Taki obraz buduje się często w oderwaniu od rzeczywistości – z lęku przed tym, co trudne do uchwycenia w tradycyjnych schematach myślenia.
Co mówi Kościół?
Co ciekawe – Kościół katolicki nigdy nie wydał oficjalnego zakazu ani jednoznacznego potępienia bioenergoterapii. Istnieją jednak różne opinie – również wewnątrz samego duchowieństwa. Przykładem jest śp. ks. abp Bolesław Pylak, który jasno mówił o bioenergoterapii jako naturalnym darze Boga. W jego opinii korzystanie z tego daru, by pomagać innym, nie tylko nie jest grzechem – ale wręcz moralnym obowiązkiem.
Oczywiście – dekret z 1942 roku zabrania duchownym wykorzystywania radiestezji w duszpasterstwie, ale dotyczy on duchownych, nie świeckich. I ma charakter dyscyplinarny, a nie doktrynalny.
Wątpliwości teologiczne – czy słuszne?
Niektóre kręgi kościelne przywołują punkt 2117 Katechizmu Kościoła Katolickiego, który potępia praktyki magiczne i okultystyczne. Trzeba jednak umieć odróżnić bioenergoterapię od pseudouzdrowicielstwa, sekciarstwa czy manipulacji duchowej.
Bioenergoterapia nie wymaga rytuałów, nie opiera się na „inicjacji” ani nie powołuje się na „tajemne moce”. Nie jest też religią, ani alternatywą dla sakramentów. Terapeuta nie jest ani kapłanem, ani prorokiem. Nie tworzy sekty, a jedynie wspiera proces zdrowienia organizmu – często równolegle z leczeniem konwencjonalnym.

Cień pada także z wewnątrz
Niestety, również sami terapeuci bywają winni niezrozumienia i niepokoju. Gdy ktoś zaczyna uważać się za mesjasza lub duchowego przywódcę, zatraca granice między pomocą a manipulacją. Takie przypadki nie tylko przynoszą szkodę pacjentom, ale też rzucają cień na całą dziedzinę. To nadużycie, nie reguła.
Bioenergoterapia – w służbie zdrowia, nie ideologii
W istocie bioenergoterapia nie jest związana z żadnym konkretnym systemem religijnym. Może korzystać z niej zarówno katolik, jak i osoba niewierząca. Jej celem nie jest zastępowanie medycyny, ale jej wspieranie – jako forma terapii komplementarnej.
Terapia to proces, który ma swój początek i koniec. Dobry terapeuta pomaga i odchodzi – nie buduje wokół siebie kultu. I nie głosi teologii, tylko wspiera zdrowie.
Podsumowując: Bioenergoterapia nie stoi w sprzeczności z wiarą, o ile nie zostaje wypaczona przez ludzką pychę, chciwość czy nieodpowiedzialność. To narzędzie, które – używane z pokorą, wiedzą i uczciwością – może być pomocą dla człowieka. A jeśli dany terapeuta wzbudza Twoje wątpliwości – zrezygnuj i poszukaj innego. Tak jak wybierasz lekarza, kierowcę czy nauczyciela.
Więcej na temat mojej praktyki i podejścia do terapii znajdziesz w zakładce [Terapie] na mojej stronie.



